Zadzwoń lub napisz

+48 602 370 506 +48 32 294 92 63 info@zwrotpodatkow.pl

lub

skorzystaj z formularza

Pragnienie, a rzeczywistość. Wzrost liczby urodzeń „polskich” dzieci na Wyspach

Pragnienie, a rzeczywistość. Wzrost liczby urodzeń „polskich” dzieci na Wyspach

Człowiek ma wolną wolę. Kapłani duchowi twierdzą, że to dar od samego Stwórcy, ateiści przypisują tę funkcję naszego mózgu samemu człowiekowi, który dzięki swej nieskończenie skomplikowanej konstrukcji jest w stanie podejmować obiektywne decyzje. Wolna wola czasem pomaga, czasem szkodzi. Rodzice, najchętniej skonfiskowaliby tę funkcję swoim dorastającym dzieciom, i oddali ją, kiedy ci dorosną, czyli gdzieś około 40 roku życia. Politycy wykorzystują ją w gronie swoich wyborców, manipulując prawdą dla własnych korzyści. Każdy przysłowiowo „orze, jak może”. Ale jest jedno zagadnienie, z którym wolna wola nie ma żadnych szans – to instynkt macierzyński. Zalewające umysł hormony wyznaczają jedyny i bezsprzeczny cel: bezpieczeństwo. Kobiety, jakby pod wpływem hipnotycznego snu kierują się w miejsca, w których zyskują poczucie bezpieczeństwa i nic innego w tym czasie nie liczy się aż tak bardzo.

Wolna wola daje wolność…

W roku 2012 na Wyspach urodziło się 21,2 tyś. dzieci. Są to wyniki danych, zaprezentowanych ostatnio w biuletynie „Births in England and Wales by Parents’ Country of Birth 2012″. Pokaźną grupę, bo stanowiącą 25,9 proc. tworzą cudzoziemki, rodzące na terenie Zjednoczonego Królestwa. Na uwagę zasługuje fakt, iż na pierwszym miejscu pod względem narodowości „świeżo upieczonych” matek znalazły się Polki 2,9 proc. a zaraz za nimi Pakistanki (19,1 tys. dzieci), Hinduski (14,6 tys.) kobiety pochodzące z Bangladeszu (8,2 tys.). W grupie tej znalazły się także: Nigeryjki, Somalijki, Niemki, Litwinki, Rumunki oraz mieszkanki Wielkiej Brytanii, pochodzące z Republiki Południowej Afryki.

Na temat polskich emigrantów na Wyspach przeczytać można w artykule: Symbol polskości. PONUJ w Londynie, jako odpowiedź na potrzeby polskiej społeczności w Wielkiej Brytanii.

Statystyczny wskaźnik dzietności na Wyspach wśród cudzoziemek (w tym także Polek) wynosi przeciętnie 2,3. Jest on, zatem niższy od wskaźnika dzietności wśród brytyjskich kobiet, który wynosi 1,9. Dla porównania w Polsce wynosi on zaledwie 1,2-1,3. Prof. Krystyna Iglicka, demograf, rektor Uczelni Łazarskiego wypowiadająca się w tym temacie twierdzi: „Te dane są z jednej strony zatrważające, ale z drugiej optymistyczne. Jeśli te same Polki, które mieszkając w kraju, nie decydują się na dziecko, rodzą je na Wyspach, to znaczy, że istnieją w kraju bariery, które je do tego zniechęcają, a nie jest to efekt zmian kulturowych, z którymi trudno jest cokolwiek zrobić. Jeśli coś z nim zrobimy, jest szansa na poprawę sytuacji.” Prof. Kotowska definiuje powody powyższej sytuacji uważając, że: „Niestabilność zatrudnienia, trudności z umieszczeniem dziecka w żłobku czy przedszkolu, niewielkie wsparcie rodziców ze strony państwa zniechęcają do posiadania potomstwa.” Ekspert Fundacji Republikańskiej, Michał Kot także postuluje o zmianę polityki na bardziej prorodzinną: „Gdyby te dzieci rodziły się w Polsce, nie mielibyśmy może ujemnego przyrostu naturalnego. To dla nas strata i czas skierować naszą politykę społeczną bardziej w stronę młodych, powinniśmy robić wszystko, by przynajmniej część z tych osób, które wyjechały, wróciły do kraju. To są osoby przedsiębiorcze, młode, odważne. Szkoda, że budują dobrobyt innych krajów, a nie nasz.”

Wszyscy debatują, postulują, pragną zmian i poprawy warunków życia. A zegar biologiczny wielu kobiet bezwzględnie tyka, i kurczy się data naturalnej przydatności organizmu z powodu wieku. Więc dobrze, że można wyjechać do takiej Wielkiej Brytanii, urodzić dziecko i żyć na właściwym poziomie, bo przecież nie wiadomo, kiedy u nas zrobi się „normalnie” w tym względzie.