Zadzwoń lub napisz

+48 602 370 506 +48 32 294 92 63 info@zwrotpodatkow.pl

lub

skorzystaj z formularza

Pierwsze polskie miasto w Wielkiej Brytanii

Pierwsze polskie miasto w Wielkiej Brytanii

Aż trudno uwierzyć, że to Huntingdon we wschodniej Anglii przyciągnęło 2 tys. Polaków. Brzmi trochę jak nazwa jakiejś chińskiej miejscowości. Ale to właśnie tu, w Huntingdon, 15 mil na północ od Cambridge, w ciągu niecałych trzech lat zebrała się dość liczna grupa Polaków.

Uczą się, pracują, zakładają rodziny – po prostu żyją. Jedni tylko na sezon, inni przyjechali na kilka lat, ale już tak wtopili się w klimat, kulturę, że nie potrafią powiedzieć, czy w ogóle wrócą.

Dobre wieści szybko się roznoszą

– Jeszcze 3,5 roku temu usłyszeć tu polską mowę było czymś niezwykle rzadkim – wspomina Darek, który trafił do Huntingdon z farmy truskawek w Szkocji. Darek, choć jeszcze nie pracuje w swoim zawodzie, wierzy, że wreszcie uda mu się założyć biały kitel. Dziś sam jest trochę zaskoczony, kiedy dowiaduje się o liczbie mieszkających w tym mieście Polaków. Z drugiej strony nie jest jednak zdziwiony tym faktem, bo to miejsce skupia w sobie wszystkie te elementy, które na co dzień człowiekowi są potrzebne. Przede wszystkim praca. Huntingdon to duża strefa przemysłowa. Wiele tu fabryk i zakładów produkcyjnych, a więc większe możliwości znalezienia zatrudnienia. I właśnie wieści o tym, przekazywane znajomym i rodzinie, sprawiały, że zjeżdżało tu coraz więcej ludzi. – Poza tym wszędzie jest blisko. Niby małe miasteczko, a wszystko w zasięgu ręki: banki, kino, szpital, supermarkety, centra rozrywki, ośrodki sportu i rekreacji, parki, a nawet polski kościół – wymienia absolwent pielęgniarstwa. Oprócz tego dobre usytuowanie miejscowości.

Z Huntingdon wyjeżdża się wprost na autostrady, które prowadzą do Cambridge czy do stolicy Wielkiej Brytanii. Do Londynu można dojechać pociągiem w niecałe 45 minut. To dobre również dla tych, którzy szukają większych rozrywek poza miastem.

Znajomość angielskiego szansą na sukces

Już nie jest tak łatwo jak kiedyś, gdy na rynku pracy istniał spory deficyt i przeciętny Kowalski bez znajomości języka dostawał pracę z marszu. Ludzi napływa coraz więcej, w związku z czym i wymagania pracodawców się zmieniły.

Osoba bez podstaw angielskiego nie ma szans na znalezienie dobrej pracy. Za to ci, którzy władają dobrze językiem angielskim, mają doświadczenie, referencje i odpowiednią edukację, nie powinni się martwić. Zapotrzebowanie na informatyków, specjalistów od elektroniki i elektrotechniki wciąż jest duże. Miejsca pracy czekają też na recepcjonistów, kucharzy czy kelnerów.

Specyficzna sytuacja panuje w branży budowlanej, bo choć i tu poszukiwani są fachowcy, to Polakom bez angielskiego doświadczenia w tym sektorze trudno się przebić. – Jeśli już znajdzie się potencjalnego pracodawcę, trzeba go jakoś przekonać, że polskie doświadczenie w budowlance nie jest gorsze od miejscowego. Przeciwnie, czasem nawet lepsze – mówi Marcin, specjalista w układaniu płytek, który wpadł na pomysł, by pokazać zdjęcia zrobionych przez niego kuchni czy łazienek. – Nie miałem nic przeciwko, by mnie sprawdzono. Pracodawca wziął mnie na testy i przekonał się, że potrafię zrobić to, co na fotografiach – dodaje.
Choć angielski Marcina nie był wtedy najlepszy, dla firmy okazały się cenniejsze jego umiejętności. Teraz Marcin prowadzi działalność już na własny rachunek.
Pracy w tym fachu trzeba często szukać, wertując prasę czy ogłaszając się samemu, przynajmniej w rejonie Huntingdon. Najbliższa agencja rekrutacyjna, która zajmuje się tą branżą, mieści się w Cambridge (APS Recruitment Limited).

Jak szukać pracy?

Albo zdać się na siebie, albo wybrać się właśnie do agencji pracy. To drugie wyjście preferuje znaczna część Polaków. Tym bardziej, że coraz częściej pracują tam nasi rodacy. To duże ułatwienie, zwłaszcza dla tych, którzy dopiero przyjechali. Nie oznacza to, że konsultanci – nawet Polacy – nie rozmawiają z nowo przybyłymi po angielsku. Jest to konieczne, by zorientować się co do poziomu znajomości języka kandydata. Szukający zatrudnienia czują się jednak pewniej, bo w razie potrzeby zawsze mogą o coś zapytać po polsku. – Praktycznie codziennie przychodzą nowe osoby – mówi Zuza Pytla, konsultant agencji pracy Qubic, w której zarejestrowana jest największa liczba Polaków z Huntingdon i okolic. – Rynek pracy powoli się zapełnia, ale jednocześnie jest ogromna rotacja: jedni wyjeżdżają, drudzy przyjeżdżają, więc automatycznie cały czas poszukiwani są pracownicy – zaznacza. Największe zapotrzebowanie jest na zwykłych operatorów linii produkcyjnych, spawaczy, inżynierów, elektryków. Ci pierwsi otrzymują z reguły najniższe wynagrodzenie, wynoszące 5,35 funta (30 zł) za godzinę (od października wzrośnie do 5,52 funta – 31 zł). Specjaliści zarabiają więcej – nawet do 3 tys. funtów (17 tys. zł) rocznie. Doświadczenie, odpowiednia edukacja w Polsce w takim wypadku nie zawsze wystarczają. Często wymagane jest ukończenie specjalistycznego kursu na miejscu. Wszelkie uprawnienia z Polski, np. na wózki widłowe, nawet przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego, nie przez wszystkich pracodawców są honorowane. Zdarza się, że agencja rekrutacyjna sama wysyła pracownika na taki kurs, gdy np. pojawia się możliwość awansu. – Musimy znać pracownika, wiedzieć, że ma uprawnienia z Polski, tylko potrzebuje ich angielskiego odpowiednika – wyjaśnia Zuza.

Faktem jest, że gwarancji pracy nigdy nie ma. Trzeba liczyć się z możliwością oczekiwania na telefon z agencji od kilku dni do kilku tygodni, choć czasem przy odrobinie szczęścia może to nastąpić znacznie szybciej. – Mnie naprawdę się udało – wspomina Radek – Przyjechałem do Huntingdon i już od razu dostałem pracę. – Jedna z lokalnych agencji rekrutacyjnych zaoferowała mu stanowisko w firmie komputerowej, w której 27-latek zajmuje się naprawą laptopów. Po trzech miesiącach dostał stały kontrakt. – Spodziewałem się, że będę musiał zaczynać od ciężkiej fizycznej pracy. Na szczęście los się do mnie uśmiechnął i znalazłem zatrudnienie w swoim fachu – dodaje z radością.

“Pilnie pakowaczy!” – takie ogłoszenie w języku polskim widnieje w witrynie agencji pracy Recruiting People. – Każdego dnia rejestrujemy wiele osób. Potrzebni są spawacze, inżynierowie, elektrycy i elektronicy, a także technolodzy żywności w branży mięsnej – mówi Magdalena Kania, konsultant biura. Często jednak okazuje się, że nawet ci, którzy mieli wysokie stanowiska w Polsce i faktycznie przedstawiają ciekawe CV, wychodzą nieco rozczarowani. – Po prostu bardzo słabo znają język – dodaje. Podaje też przykład osób, które nawet nie piszą swojego życiorysu po angielsku. – To na szczęście sporadyczne przypadki, ale świadczą o braku wyobraźni o realiach – podsumowuje.

Oprócz zarejestrowania się w agencji warto przeglądać lokalne gazety, takie jak “Hunts Post”, “Huntingdon Weekly News”, “Huntingdon Town Crier”, “Cambridge News”. Godna polecenia jest także bezpłatna gazetka “Jobs”, którą można znaleźć w lokalnych supermarketach czy w Jobcentre (urzędzie pracy). Nie zaszkodzi też zajrzeć na strony internetowe z lokalnymi ofertami pracy (www.huntingdon-recruitment.co.uk , www.huntingdon.goyocal.com , www.cv-library.co.uk , www.local.co.uk/Huntingdon/Jobs). Tu często wypełnia się formularz bądź w załączniku umieszcza swoje CV.

Wiele ofert znajduje się w biurach Jobcentre. Są tam specjalne wyszukiwarki, które obsługuje się samodzielnie. Poszczególne oferty można wydrukować, a potem korzystając z bezpłatnego telefonu, zadzwonić do firmy, poprosić o przysłanie aplikacji i ewentualnie umówić się na rozmowę kwalifikacyjną.

Koszty utrzymania

Huntingdon jest stosunkowo tanim miastem w porównaniu z Cambridge czy Londynem. Najważniejsza rzecz to zakwaterowanie. Jednoosobowy pokój można znaleźć już od 60–80 funtów (339–452 zł) tygodniowo. Polacy przeważnie wynajmują całe domy za pośrednictwem agencji nieruchomości, coraz częściej też myślą o ich kupnie. Przeciętnie cena dwupokojowego mieszkania do wynajęcia waha się w granicach 550–620 funtów (3,1–3,5 tys. zł) za miesiąc, za trzy pokoje trzeba zapłacić 650–740 funtów (3,7–4,2 tys. zł). Nie wolno zapomnieć o depozycie, który niezależnie, czy wynajmujesz mieszkanie od osoby prywatnej, czy też za pośrednictwem agencji, zawsze trzeba uiścić. W przypadku wynajmu pokoju jest to kwota za trzy tygodnie pobytu; gdy w grę wchodzi dom, depozyt wynosi ok. półtorej miesięcznej opłaty za wynajem. Doba w hotelu, np. Georgie Hotel czy Old Bridge Hotel, kosztuje od 60 do 100 funtów (339–565 zł).

Dojazd do miasta z lotnisk (Stansted – 45 minut, Luton – godzina) nie jest skomplikowany. Wystarczy tylko uważnie śledzić znaki, do których Anglicy na szczęście przywiązują dużą wagę.

Huntingdon jest bardzo przyjazne dla Polaków. Tutejsi Anglicy znają już wiele polskich słów i zwrotów. Żeby ułatwić im naukę, od września tego roku w Huntingdonshire Regional College rozpocznie się kurs języka polskiego dla obcokrajowców.

A Polacy? Nie tylko pracują, ale również chodzą do szkół językowych, chcą podnosić swoje kwalifikacje. Czują się tu dobrze, prawie jak u siebie w domu – za rogiem polski sklep, w bibliotece polskie książki, a w niedzielę z ambony słychać polski głos.