Zadzwoń lub napisz

+48 602 370 506 +48 32 294 92 63 info@zwrotpodatkow.pl

lub

skorzystaj z formularza

Cienka, brytyjska linia. Wpływ polskich emigrantów na sytuacje ekonomiczną Zjednoczonego Królestwa

Cienka, brytyjska linia. Wpływ polskich emigrantów na sytuacje ekonomiczną Zjednoczonego Królestwa

Kiedy myślimy o przepięknie ubarwionym pawiu przychodzą nam na myśl takie przymiotniki jak: dumny, dostojny, majestatyczny, a nawet władczy. Ale, czy gdyby to milczące na ogół zwierzę zaczęło nagle mówić ludzkim głosem, to czy otrzymałoby w prezencie także ludzkie cechy i sposoby zachowania takie jak: uprzedzenia, krzywdzące stereotypy, a nawet królewskie demagogie?

Budżetowe przepychanki, czyli science fiction versus fakty.

Dnia 8 maja 2013 roku wygłoszona została przez Elżbietę II mowa tronowa. Diagnoza zawarta w tekście, przygotowanym przez premiera Davida Camerona niesłychanie dalece mija się z prawdą na temat emigrantów pracujących i żyjących w Wielkiej Brytanii.

Wyniki ustaleń londyńskiego National Institute for Economic and Social Research (NIESC), stoją w sprzeczności z demagogią zastosowaną w mowie tronowej. Mianowicie okazało się, że imigranci z Unii Europejskiej nie tylko nie stosują nadużyć w korzystaniu z funduszy socjalnych, ale wręcz składki i podatki przez nich płacone do brytyjskiego budżetu przekraczają o 37 procent zabezpieczenia socjalne, jakie w zamian otrzymują. A należy zaznaczyć, iż kwoty te określane są w miliardach funtów ( Roczna, łączna suma wypłat socjalnych państwa brytyjskiego wynosi prawie 550 miliardów funtów). Polacy i inni należący do Wspólnoty emigranci, przekazują w postaci składek pieniądze na emerytury, opiekę zdrowotną, oraz dodatki rodzinne dla rodowitych mieszkańców Wysp. Sarah Mulley, wicedyrektor Institute for Public Policy Research (IPPR) w Londynie wyjaśnia, że: „Nadwyżka wpłat emigrantów do funduszu socjalnego jest kolosalna. To przeważnie ludzie młodzi, którzy rzadziej chorują. Są oni także znacznie bardziej skorzy do podejmowania pracy niż Anglicy.”
W „Daily Telegraph”, sekretarz ds. zdrowia Jeremy Hunt poinformował, iż: „Ta turystyka zdrowotna kosztuje nas dużo więcej niż 200 mln funtów rocznie. Emigranci tłoczą się w naszych szpitalach, zmuszając Brytyjczyków do długiego oczekiwania na zabiegi.” Prawda jest taka, iż w samym Londynie pojawiło się ponad 200 polskich przychodni, świadczących usługi lepszej jakości, odpłatnie. Jeden z polskich lekarzy, pracujący w londyńskiej przychodni tłumaczy: „Każdego dnia przychodzi do nas blisko 100 pacjentów. Za wizytę u specjalisty, którą w ramach NHS mieliby za darmo, płacą 60 funtów. Ale u nas mają zapewnioną konsultację od razu, a nie po paru tygodniach lub nawet paru miesiącach, jak to jest w przychodniach publicznych. My stosujemy także bardziej wyśrubowane procedury obowiązujące w Polsce. Podam przykład: ciężarna w ramach NHS jest badana tylko przez pielęgniarkę, a ginekolog interweniuje jedynie w trudnych przypadkach. Tymczasem Polki są przyzwyczajone do opieki ginekologa od samego początku ciąży. Podobnie jest z badaniami USG. Z tego powodu z naszych usług korzysta coraz więcej rodowitych Brytyjczyków.”

Fakty, faktami, a życie kołem się toczy. Miejmy jedynie nadzieję, że królowa skupi się na czytaniu bajek na dobranoc nowo narodzonemu prawnukowi, a nie zacznie pisać ich, w postaci przyszłym przemówień do narodu.